Szydełkiem na skos, czyli do trzech razy sztuka

Rozpoczynając kolejne wyzwanie szydełkowe, z pełnym przekonaniem… źle zrozumiałam instrukcję. Efekt? Moją apaszkę zaczynałam trzy razy. Dwie pierwsze próby to urocze, choć kompletnie bezużyteczne szydełkowe kulfony — dowód na to, że droga do celu bywa kręta, zwłaszcza gdy biegnie po skosie.

Dopiero za trzecim podejściem gwiazdy, oczka i instrukcja ustawiły się w jednej linii — i wtedy się udało. Apaszka powstała z dwóch motków włóczki Infinity nr 04, która aż prosiła się o szybkie dzierganie i szeptała przy każdym rzędzie: „No dalej… zobacz, co będzie dalej!”

Sam wzór okazał się prawdziwą perełką: piękny, intrygujący, przyciągający spojrzenia i wyobraźnię. Jestem pewna, że jeszcze nie raz do niego wrócę — zresztą… pierwszy pomysł już cicho puka do głowy.

Dziękuję wszystkim za wspólne dzierganie, cierpliwość i dobre nitki energii. Bo jak widać — czasem trzeba trochę popruć, żeby powstało coś naprawdę pięknego.

gallery1 gallery1  

Zaloguj się by komentować.

Komentarze

0
Joanna 99
33 minutes ago
Margarida, piękna apaszka z uroczym chwostem :-)
Like Like